Michał przychodzi do szpitala…oświadcza ojcu, że nie da rady jeszcze wrócić do pracy…musi najpierw poukładać sobie pewne sprawy…ojciec jest zły…uważa, że syn cacka się i użala nad sobą, a przecież wiadomo, że praca jest najlepszym lekarstwem na smutki…znowu dochodzi między nimi do małej kłótni…jakoś nigdy nie nadawali na tych samych falach…w końcu ordynator ustępuje i każe wziąć Michałowi parę dni urlopu… Ania dostaje sprawę człowieka, który ewidentnie pobił drugiego człowieka i przyznał się do tego…opowiedział pani adwokat, dlaczego to zrobił: otóż jego piętnastoletnią córkę, ten facet wciągnął w narkotyki i to nie tylko w ćpanie, ale i sprzedawanie…nie od razu chciał w to uwierzyć, więc wynajął prywatnego detektywa, który zrobił parę zdjęć…jej klient nie ma tych zdjęć, bo detektyw pokazał mu je tylko na ekranie komputera…nazwisko detektywa: Hubert Palewicz gdzieś obiło się już o uszy Anny…oznajmiła klientowi, że powody, dla których pobił tego człowieka powinny stanowić okoliczności łagodzące…w końcu działał w wielkim wzburzeniu ze względu na córkę…