Pada deszcz, a Joanna z Karolem i Agnieszką czekają w parku…ma przyjść do parku spotkać się z dziećmi Tadeusz… dzieci bawią się w błocie udając,że wcale nie czekają…Marcin przynosi dwie kawy z automatu…Joanna jest niespokojna…wyraża wątpliwość, że ma nadzieję ze Tadeusz nie jest całkiem beznadziejny i przyjdzie skoro się umówił…przecież dzieci czekają…Marcin przygląda się bawiącym się dzieciakom i pyta czy naprawdę czekają…Joanna odpowiada, że Karol nie pamięta ojca, więc przygląda się każdemu mężczyźnie w zasięgu wzroku…młoda kobieta oddycha z ulgą, gdy w końcu zauważa całą trójkę: Tadeusza z żoną i ich Córeczką Zuzią…sytuacja jest niezręczna…ani Tadeusz ani jego żona i córka a tym bardziej Karol i Agnieszka nie wiedzą jak się zachować…Tadeusz podchodzi do kucających dzieci i oświadcza,że jest ich tatą…dzieci nie reagują…widząca to Brygida chce, aby Zuzia podeszła do nich i się przywitała…obie podchodzą do reszty…Joanna ma łzy w oczach… mówi do Marcina,ze teraz zabiorą im dzieci…i że miała je na trochę, nie na zawsze…patrzy na dzieciaki i w sercu czuje coraz większy ból, odwraca się i odchodzi…zatrzymuje się i wybucha płaczem…Marcina ją przytula…