Joanna siedzi przy stoliku z mamą Marcina (on na chwilkę wyszedł). Starsza kobieta twierdzi, że jej syn jest jeszcze dzieciuchem, że jest naiwny jak dziecko…Joanna się z tym nie zgadza i mówi to głośno…mama Marcina pochwala to, że Joanna zaopiekowała się dziećmi przyjaciółki… Joanna mówi, że przecież każdy by tak zrobił…kobieta śmieje się i zauważa, że jeśli Joanna tak myśli to też jest naiwna…odpowiedź, że dzieci więcej dają niż biorą także podoba się starszej kobiecie…to oczywiście prawda, tylko trzeba być odpowiednio mądrym, aby to zauważyć…rozmowa przebiega w przyjacielskie atmosferze…tylko na krótko przed powrotem mężczyzny odzywa się zaniepokojone matczyne serce z pytaniem czy Joanna nie skrzywdzi jej syna…młodej kobiecie stają przed oczyma piękne chwile przeżyte z tym chłopakiem i szczerze odpowiada, że nie ma takiego zamiaru i że to już naprawdę dorosły mężczyzna…Marcin wraca do stolika i patrzy podejrzliwie na dwie swoje kobiety…chce wybadać czy przypadły sobie do gustu…pyta czy skończyły już tę tajną naradę…kobiety uśmiechają się do niego…